GlamShop, pędzle i kosmetyki. Moja opinia

Jakiś czas temu kupiłam kilka rzeczy ze sklepu GlamShop. Używam ich zasadniczo codziennie, więc to idealny moment, żeby móc opowiedzieć o tych produktach coś więcej 🙂 Czy mi się sprawdziły? Zapraszam do czytania dalej!

Na pierwszy ogień idą pędzle. To nie jest moja pierwsza styczność z pędzlami tej marki. Kilka lat temu, gdy na topie było konturowanie twarzy słynnym już flat topem T13 z GlamShopu oraz bronzerem Inglota 505, skusiłam się na ten właśnie model. Byłam z niego baardzo zadowolona i służył mi jeszcze do niedawna. Właśnie tym duo nauczyłam się konturować twarz bez plam! 🙂

Firma poszła o wielki krok do przodu, poszerzając swój asortyment dodatkowo o kosmetyki tworzone przez samą właścicielkę. Z uwielbieniem patrzyłam na piękne kolory cieni, ich porażającą pigmentację oraz na nowo powstające rozświetlacze, róże, pudry a nawet od niedawna i biżuterię.

Zdecydowałam się na kolejny zakup. Tym razem komplet przepięknych mini pędzelków zamkniętych w tubie w kolorze rose gold. Dla ścisłości mini są tylko trzonki, zaś same pędzle mają pełnowymiarowy kształt. To mega plus ponieważ tak naprawdę nie traci się na produkcie i nie czuje się oszukanym.

Pędzle niestety nie mają podpisanych numerków ze standardowej kolekcji, więc postanowiłam je ponumerować. W komplecie znajduje się:

T104 można nim utrwalać twarz pudrem jak i używać do konturowania. Mi idealnie sprawdza się w tym drugim przypadku. Lubię efekt ocieplenia twarzy a ten pędzel poprzez swoje luźne włosie dobrze sobie z tym radzi. Jest wykonany z naturalnego włosia kozy. Jedyny minus jaki zauważyłam to to, że włosie z tego pędzla lekko się kruszy.

T112 to typowy skośny pędzel do bronzera czy w moim przypadku różu. Miękki, bardzo ładnie i dekilatnie rozprowadza produkty po twarzy. Nadaje się zarówno do tych pudrowych jak i kremowych. Również jak w przypadku T104 jest z włosia kozy.

T13 to wspominany przeze mnie wyżej pędzel syntetyczny. Obecnie używam go w podróżach, do nakładania podkładu. Bardzo dobrze sprawdza się również do wpracowywania w twarz podkładów mineralnych, które mają sypką konsystencję. Z ciekawości sprawdziłam główki obu pędzli (ponieważ miałam i starą wersję) i rzeczywiście były identyczne.

O108 to puchaty, dosyć długi pędzelek do oczu. Jest miękki i najlepiej ze wszystkich moich pędzeli robi chmurkę koloru na powiece podczas budowania załamania. Dobrze rozciera cienie pozostawiając ładne przejścia kolorów.

O104 to mniejszy puchacz do blendowania. Idealnie wchodzi w załamanie powieki podczas przykładowo pogłębienia przyciemnienia zewnętrznego kącika.

O101 to dosyć płaski pędzel do nakładania cieni. Taki również jest bardzo przydatny, aby nałożyć cień na środek powieki.

0105 pencil brush do dolnej powieki lub wewnętrznego kącika. Niestety ten pędzel lubię najmniej i sięgam po niego najrzadziej. Jakością odbiera od reszty. Jest nieprzyjemny w użyciu i podrażnia skórę na powiekach. Nie mam pojęcia czy wszystkie te modele tak mają czy mi się trafił jakiś wadliwy egzemplarz. Używam, jak nie mam nic innego pod ręką.

Podsumowując, jestem zadowolona z zakupu. Pomimo niewypału ze O105, wszystkich pędzli używam w makijażu dziennym. Dodatkowo poprzez tubę mogę zabrać je ze sobą w podróż i mieć pewność, że wykonam mini pełny makijaż twarzy. Długość trzonka w żadnym wypadku nie przeszkadza w pracy. Wręcz przeciwnie, można przysunąć się bardzo blisko lusterka, co ułatwi wykonywanie makijażu osobom z wadą wzroku. Kolejny czynnik to taki, że prezentują się po prostu uroczo i bardzo ładnie wyglądają na toaletce. Minusem jest niestety specyficzny zapach, towarzyszący naturaknwmj wlosiu kozy… Nie jest rażący, ale wyxauwalnh na początku. Dopiero po dobrych kilku praniach zaaxhz osłabł. Dla mnie to nie jest powód, żeby odmawiac czegokolwiek tym pędzlom, ponieważ naprawdę dobrze się z nimi pracuje.

Produktem na który czaiłam się od samego początku jak tylko dowiedziałam się o jego istnieniu to puder do wypiekania.  Jest to puder, który zapewnia niezłą warstwę krycia. Stosuję go pod oczami, aby podbić działanie korektora a resztką na pędzlu omiatam całą twarz. Skumulowany punktowo działa również jak korektor na niedoskonałości. Można używać go także jako sam puder kryjący, gdy nie ma się ochoty na podkład, jeżeli oczywiście odcień cery na to pozwala, ponieważ sam puder jest dość jasny i o wyraźnie żółtych tonach.

Wraz z jego przeznaczeniem, służy do bakingu okolic oczu, zuchwy, nosa. Naprawdę jest to produkt SZTOS i bardzo się cieszę, że mam go w swojej kolekcji. Należy z nim uważać podczas nakładania, bo może się zrobić ciastko pod okiem.

Mi osobiście opakowanie się podoba, jest proste i solidne. Nie przeszkadza mi brak przekręcanych sitek itp. ponieważ puszek wsadzony jako separator wystarczająco zatrzymuje produkt. Nie nadaje się natomiast do bezpośredniego nakładania na twarz więc od razu nie polecam tego robić:)

Kolejnym i ostatnim produktem jaki posiadam w swojej małej kolekcji to pigment w słoiczku. Mam duszę sroki i nie mogłam się oprzeć, żeby nie dorzucić do koszyka czegoś świecącego! Mój wybór padł na BLASSSK i rzeczywiście nie można go nazwać inaczej! W słoiczku na różowy odcień w opalizującymi srebrnymi oraz złotymi drobinkami. W słońcu na powiece iskrzy się jak zły, przez co robi sam cały makijaż! Uwielbiam go w samym kąciku ale również jak mam ochotę zaszaleć nakładam do na środek powieki. Ciężko go porównać do czegokolwiek ponieważ on sam tak mocno iskrzy, że daje sam blask na lekkim różowym podkładzie.

Jestem pewna, że to nie jest koniec moich kosmetycznych wojaży na GlamShopie. Na moją pieniężną niekorzyść za dużo rzeczy mi się podoba i już mam w głowie listę kolejnych perełek!

Lubicie tą markę? Macie jakieś kosmetyki Glam?

6 Comments

Add Yours
  1. 1
    Fancy

    Generalnie lubię produkty z Glam-Shop, ale nie wszystko. Niektóre pędzle są świetne, inne gorsze. W porównaniu do Zoevy są przeciętne niestety. Lubię pigmenty i cienie, ale też niektóre 😉 Wg. mnie nie wszystko jest idealne. A puder jest akurat całkiem spoko!

    • 2
      Paczi

      Co do pędzli jak najbardziej się zgadzam 🙂 W każdej firmie, nawet tych z górnej półki cenowej znajdują się buble 🙂 Miałam okazję malować się Totalnym Matem i pozytywnie mnie zaskoczył, pomimo suchej konsystencji cienia. Bardzo chwalę sobię tą markę, mimo wszystko 🙂

  2. 6
    okiemjustyny

    Markę znam od lat, ale jeszcze niczego nie kupiłam. Zawsze było mi jakoś nie po drodze. Również zauważyłam ogromny progres u Hani i jest to bardzo miłe i przyjemne. Ona się rozwija, a my w zamian dostajemy świetne kosmetyki! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *