Paleta Wibo Modern- Czy warto?

Jakiś czas temu był na nią konkretny popyt i szał. Pustki na półkach w Rossmannie mówiły same za siebie. Musi być genialna skoro każdy tylko czeka aby ją upolować i dodać do swoich makijażowych zbiorów. Dlaczego? Ponieważ miał to być zamiennik słynnej palety Modern Renaissance marki Anastasia Beverly Hills. Skusiłam się również i ja. Mam ją już dosyć długo i spokojnie mogę się wypowiedzieć na temat jej użytkowania.

Pierwsze co niewątpliwie rzuca się w oczy to opakowanie. Idealna pożywka dla srok, takich jak ja.  Nie mówię tu o papierowej osłonce ( która swoją drogą też jest bardzo estetyczna) tylko o rzeczywistym opakowaniu paletki, które CAŁE się błyszczy. Ja się zakochałam i głównie za sprawą opakowania kupiłam kosmetyk!

Sama paleta jest niewielka, powiedzmy wielkości dłoni. Ukryte jest w niej 15 cieni. 12 matowych oraz 3 (jak mówi producent) metaliczne. Chociaż szczerze mówiąc nigdy nie domyśliłabym się, że tutaj są jakiekolwiek metaliczne cienie… Opisałabym je raczej jako lekko perłowe. Każdy z ich ma 1g produktu. Moim zdaniem nie jest to specjalnie dużo biorąc pod uwagę osyp o którym wspomnę niżej.

Tonacja całej palety jest ciepła. Co akurat powinno ucieszyć większość z Was, ponieważ to ciągle bardzo popularne odcienie. Patrząc na kolory na opakowaniu zapowiadały się baaardzo obiecująco. Niestety same w sobie mnie rozczarowały.

Cienie są miękkie, niezbyt mocno sprasowane co niestety skutkuje pyleniem się i marnowaniem produktu. Producent obiecuje wiele ale jedno trzeba mu przyznać. Rzeczywiście rozcierają się z wielką łatwością! Wystarczy kilka ruchów pędzlem i cień jest ładnie rozblendowany. O ile nie można odmówić tej paletce dobrego łączenia się cieni między sobą tak przy dłuższym wpracowywaniu w powieki kolory zanikają, rozmywają się w negatywym tego słowa znaczeniu. Szczególnie te w odcieniach różu. Kolejną nieprzyjemną rzeczą jaką zauważyłam jest to, że jest kompatybilna tylko sama ze sobą.  Nie wiem czy dobrze mnie rozumiecie. Mam na myśli to, że chcąc dodać cień z jakiejś innej palety muszę się bardzo natrudzić, żeby efekt był zadowalający. Cienie o innej formulacji po prostu się do niej nie kleją. Trudno je ze sobą połączyć.

Paletka posiada wspomniane wcześniej cienie metaliczne. Pomijając fakt, że metalicznymi nie są, są również kiepskie. Kiepskie dlatego, że ich efekt jest naprawdę znikomy. Podczas nakładania wszystko się wyciera i niewiele się na powiece dzieje. Jedyna błyskotka jaka to ratuje to cień Dirty Mary, który coś tam połyskuje. Mówiąc coś tam, nie przesadzam.

Po zużyciu widać, że najczęściej używam cieni transferowych i odcieni pomarańczu o co sama bym siebie nie podejrzewała. Jednak moim zdaniem tylko te kolory są tutaj cokolwiek warte.

Trwałości też można pozostawić wiele do życzenia. Po kilku godzinach makijaż znika z powieki, staje się totalnie nijaki. Pod koniec dnia zastanawiam się czy to na pewno są te same cienie, które nakładałam z rana. Bez bazy pod cienie z nimi ani rusz i to koniecznie kryjącej.

Jej standardowa cena to 39 zł na stronie Rossmanna [Nie kłamię, zobacz] I to chyba największy żart tej palety. Biorąc pod uwagę, że za tyle kupicie czekoladki z Makeup Revolution, palety ze Sleeka czy chociażby upolować Kobo.  Ja mam tą sztukę od promocji -49% i więcej niż 20 zł po prostu nie jest warta.

W tym przypadku jakość totalnie nie idzie w parze w ceną. Słabych palet jest od groma i już lepiej dołożyć kilka groszy i po prostu kupić coś lepszego. Kończąc ten post idealnie wpasuje się powiedzenie „Nie oceniaj palety po okładce” 🙂

Zaczynam się zastanawiać jakim cudem podniosła się do rangi „must have” w kosmetyczce, że każdy pragnął mięć ją w posiadaniu.

A Wy co uważacie? Lubicie tą paletę? A może macie podobne zdanie do mojego?

9 Comments

Add Yours
  1. 2
    Febico

    Właśnie, jakim cudem wymiata to ze wszystkich sklepów tak szybko? Skoro nie jest to najlepszy produkt i nie jest też najtańszy? Może dobry marketing? 🙂

    • 5
      Paczi

      Masz rację! Najlepsze jest to, że kiedy kupiłam ta paletkę nie miałam pojęcia, że to będzie taki „zamiennik” Głupia ja… nawet nazwa nie dała mi nic do zrozumienia! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *