ShinyBox styczeń 2017 Party Time! OPENBOX

Wraz z rozpoczęciem nowego roku przyszedł czas na trochę więcej zobowiązań. Zostałam Ambasadorką ShinyBox i co miesiąc razem z Tobą będę otwierać te pudełeczka! 🙂 Dzisiaj zobaczymy co kryło się w styczniowym boxie nazwanym (trafnie z resztą) Party Time!

 

To oczywiście nie jest moja pierwsza styczność z tego typu boxami. W przeszłości także zamawiałam takie pudełka, lecz z nastawieniem już na konkretne produkty, ponieważ znałam ich zawartość. Teraz sprawa miała się zupełnie inaczej. Nie miałam zielonego pojęcia co jest w pudełku Party Time i to sprawiało, że nie mogłam się go doczekać 😀 Zacznę od początku…

 

Po pierwsze, pierwsze na co zwróciłam uwagę to Zimowy krem ochronny do twarzy marki Farmona. Akurat za oknem wszędzie śnieg, którego końca nie widać a skóry większości z Nas znoszą to niekoniecznie dobrze. Krem ma chronić przed odmrożeniami podczas kontaktu z zimnym powietrzem a także zapewniać odpowiednią ochronę UVA oraz UVB. Nigdzie nie mogłam znaleźć informacji o tym, jaka dokładnie jest to ochrona.

Pierwsze wrażenie: Ładnie łączy się z podkładem, w miarę szybko się wchłania. Po pierwszym użyciu moja skóra przyjęła go bardzo dobrze, bez żadnych niespodzianek.

Cena: 11.50 zł/ 75 ml

Miniaturka lakieru do paznokci Cuccio to miły dodatek, lecz dla mnie zupełnie nieprzydatny. Od tak dawna używam lakierów hybrydowych, że całkowicie zapomniałam jak to jest malować paznokcie zwykłym lakierem. Na pewno znajdzie się na niego jakiś amator 😉

Pierwsze wrażenie: Konsystencja bardzo rzadka jak na lakiery. Potrzeba ok 3 warstw do pełnego krycia. Kolor koralowy, perłowy. Jak dla mnie nietrafiony.

Z tej miniaturki się ucieszyłam. Od jakiegoś czasu szukam dobrej pasty wybielającej, która nie zajedzie mojego szkliwa i da mi spokojnie jeść lody bez nadwrażliwości.  Moja wersja, to wersja hard dla najbardziej opornych osadów a mianowicie BlanX MED ANTY-OSAD. Jeżeli się sprawdzi chętnie kupię duże opakowanie!

Pierwsze wrażenie: Pasta nie pieni się jak te drogeryjne, w sumie jak kto woli, mi ten fakt nie wadzi 😀

Cena: 22.90 zł/ 75 ml

Ta firma nigdy nie wpadła mi w ręce, dlatego jestem bardzo zaintrygowana tym kremem. Zdaniem producenta ma mega nawilżyć skórę pod oczami, zmniejszyć opuchnięcia a także zneutralizować cienie. Ciągle szukam odpowiedniego kremu pod oczy, więc fakt pojawienia się takowego w pudełku bardzo mnie ucieszył! Za jakiś czas pewnie napiszę o nim coś więcej.

Pierwsze wrażenie: Treściwy krem, dobrze rozprowadza się w okolicach wokół oczu. Na pierwszy raz, postanowiłam nałożyć sobie grubą warstwę jako ” maskę” i poczekać ile czasu zajmie mu wchłonięcie się. Skóra pod oczami z rana pozytywnie mnie zaskoczyła. Zobaczymy jak sprawdzi się po dłuższym stosowaniu.

Cena: 64 zł/ 15 ml

Tutaj jest strzał typowo w karnawał! Rozświetlający primer Joko podobno ma sprawdzić się zarówno jako rozświetlacz na kości policzkowe, połączony z podkładem również powinien dać efekt glow. Dobrze spisze się też na dekolt czy całe ciało. Czy ma drobinki? Ma. Czy to lubię? Jeszcze nie wiem. Na pewno sprawdzę go na różne sposoby i dam znać.

Pierwsze wrażenie: Trafił mi się najciemniejszy kolor. Który wpada w pomarańcz. Na początku byłam przerażona tym faktem, lecz po roztarciu na ręce kolor daje tylko tafla błysku nie zmieniając koloru skóry. W styczniu zdecydowanie będę się świecić 😀 Jeżeli się sprawdzi będzie to sztosik za taką cenę!

Cena:9.90 zł/  25 ml.

Typowy cień w kredce. Nada się pod ciemniejsze smoky. Mój kolor jest metalicznie grafitowy. W sztucznym świetle metaliczne drobinki lekko opalizowały na fioletowo, co bardzo mi się spodobało. Niestety nie udało mi się uchwycić tego efektu na zdjęciach. Podobno ma się nie rolować ani nie rozmazywać na powiekach.

Pierwsze wrażenie: Kolor ładny, niebanalny. Rzeczywiście ładnie się rozcierał palcem po dłoni, ale nie zauważyłam aby był jakoś specjalnie zastygający. Nałożony na linię wodną zdał egzamin lecz szybko go zmyłam ponieważ wciąż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w ciemnym makijażu wyglądam jak transwestyta…

Cena: 22.50 zł

Coś do regeneracji włosów również się znalazło. Jest to nowość od  Schwarzkopf Gliss Kur Fiber Therapy czyli spajający spray regenerujący w olejku. Jak każdy produkt tego typu ma spoić zniszczone końcówki, zabezpieczyć je przed szkodliwościami życia codziennego, nawilżyć a także nadać połysk i miękkość.  O ile wszystkie produkty Gliss Kur u mnie się nie sprawdzają, tak spraye lubię. Moje włosy ( będę to powtarzać w nieskończoność) nie znają pojęcia objętość i tylko takie produkty w mega małej ilości mają jakikolwiek sens.

Pierwsze wrażenie: Niewielka butelka i tak zostanie u mnie przez wieczność i jeżeli spray nie będzie obciążał mi włosów, polubimy się. Ładnie pachnie:D

Cena:18.99 zł/ 100 ml

Modelujący żel do brwi do coś aktualnie bardzo na topie. Jak widać Bell również postanowiło na tego typu produkty. Wydaję mi się, że nie jest to żadna nowość aczkolwiek fajnie, że w ShinyBox Party Time znalazło się coś takiego. Trafił mi się kolor ciemny, taki akurat w odcieniu moich włosów. Posiada małą precyzyjną szczoteczkę, podobną do tch z Benefit czy Essence i właśnie taką najbardziej lubię.

Pierwsze wrażenie: Konsystencja jest dosyć rzadka i bardzo łatwo ubrudzić sobie skórę przy brwiach. Łatwo usunąć mankament. Utrwala tak… umiarkowanie. Na pewno nie sprawdzi się dla tych z Was, które szukają efektu usztywnienia włosków odpornego na tornado jak np. ten z Golden Rose.

Cena:9.90 zł/9 g

A to coś czego w ogóle się nie spodziewałam w pudełku. Rzęsy tej marki mają być ręcznie wykonane i miękkie. Rzeczywiści co do miękkości nie można się przyczepić, są genialne i leciutkie. Mój model to 513, dający efekt kociego oka. Są oczywiście za długie ale po przycięciu myślę, że będą elegancko i naturalnie prezentowały się na oczach.

Cena: 16.90 zł

Ostatnia rzecz w Shinyboxie to Klej do rzęs Neicha. O nim akurat słyszałam wiele dobrego. Niejednokrotnie spotkałam się w opinią, że jest lepszy niż DUO. Posiada pędzelek, który rzeczywiście jest bardziej pomocny w aplikacji kleju. Dodatkowo ma bardzo ładny mleczny kolor opalizujący na fluorescencyjny niebieski a w momencie zasychania staje się bezbarwny. Jest bardziej rzadki niż jego odwieczny konkurent ale w trakcie dopiero wyjdzie czy to dobrze, czy źle 😉

Cena: 14.90 zł

Całkowita wartość pudełka pełnowymiarowych produktów: 168,69 zł

Pudełeczko wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Tak naprawdę tylko lakier do paznokci mnie rozczarował.  Oby więcej takich przyjemnych niespodzianek!

Tak właśnie prezentuje się styczniowe pudełko ShinyBox! Znalazło się w nim coś, co Cię zainteresowało? 🙂 

8 Comments

Add Yours
  1. 1
    Romana Butka

    Bardzo ciekawy i pomocny post 🙂 Co prawda kosmetyki to nie moja bajka, ale doceniam jak piszesz masz bardzo ładny blog od strony wizualnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *